Rym cyk cyk - cz. 2
w Jeziorce, która traktowana była jak ocean. Tego dnia nie doszliśmy nawet do końca naszego potoku. Po drodze planowaliśmy co będziemy robić przez resztę dnia. Heniek wpadł na znakomity pomysł, mieliśmy zagrać w Piłkę. Plan był taki że idziemy albo do majątku Żabieniec gdzie w piłkę gra się codziennie lub do Chyliczek bo tam zawsze znajdowało się jeszcze kilku chętnych do gry. Postawiliśmy na Chyliczki.
Pogoda była wspaniała, wokół ćwierkały ptaki ożywione wiosennym słońcem, pojawiały się pierwsze drobne kwiatki i małe zielone listki na drzewach. Było wspaniale.
Po około półgodzinnej wędrówce doszliśmy na miejsce. Wtedy pojawił się największy problem tzn nie mieliśmy piłki. Jedyną wspaniałą szmacianą piłkę miał Andrzej mieszkający tuż za kościołem lecz problemem było to, że nie za bardzo go lubiliśmy i często ganialiśmy go po całej okolicy, choć czasem bawiliśmy się wspólnie.
Trzeba było jednak bardzo się poświęcić skoro tylko on posiada piłkę. Dobiegliśmy w okolice kościelnej. W bramie spotkaliśmy jego matkę z wielkim koszem warzyw.
- Dzień dobry - wykrzyknęliśmy chórem niczym oddział wojskowy.
- Dzień dobry - odpowiedziała mama Andrzeja.
Kobieta w wieku około 40 lat o anielskiej twarzy, szczupła o niebieskich oczach i jasnych kręconych włosach. Często bawiliśmy się na ich podwórku, zawsze coś robiła. Pranie, jedzenie itp. Była nauczycielką i chodziła do majątków jako korepetytor. Ojciec był policjantem. Bardzo zacny i dobry człowiek. Mama Andrzeja nigdy na nas nie krzyczała gdy coś spsociliśmy, zawsze starała się przetłumaczyć czemu tak czynić nie wolno. Tak jak wtedy gdy zbiliśmy szybę u sąsiadów. Nikt nas nie widział ale kazała nam iść przeprosić i dała jeszcze pieniądze na nową szybę. Nikt z nas za bardzo nie wiedział po co mamy się przyznawać do winy skoro nikt nas nie widział. Dopiero później zrozumiałem że dobry człowiek tak postępuje, umie przyznać się do błędu. Tak samo z Radnym czy Burmistrzem, ten wzbudza szacunek kto szanuje obywateli i potrafi przyznać się do błędu.
- Czy Andrzej może z nami zagrać w piłkę? - spytaliśmy
- Oczywiście, tylko nie wiem czy gdzieś nie biega, zaraz sprawdzę - odparła
Wiedzieliśmy że jest w domu bo przez chwilę mignął w oknie. Gdy uchyliła drzwi, w sieni leżała piłka. Aż chciało się podbiec i kopnąć ją wysoko.
- Andrzeeeeeejku, Andrzeeeeeej - wołała, ale nikt się nie odzywał. Po chwili wyszła i odpowiedziała że chyba gdzieś poszedł bo się nie odpowiada.
Wiedzieliśmy że schował się w domu. Postanowiliśmy że będziemy czekać aż sam wyjdzie. Usiedliśmy przed domem i czekaliśmy. Najlepsze pomysły miał zawsze Stasio, który już obmyślał plan wykurzenia Andrzeja z domu.
Po kilku minutach drzwi się otworzyły i wyszła mama Andrzeja, uśmiechnęła się i poszła z bańką po mleko.
- Andrzej wychodź, zagramy w piłkę - krzyknął Stasio
Była cisza. W domu mieszkała także z nimi ciotka, dwie siostry Andrzeja i syn ciotki Bronek, starszy od nas o kilka lat.
Stasio nie lubił siedzieć bezczynnie, więc postanowił wykurzyć Andrzeja z domu. Wziął od Marka kozik i zniknął na kilka minut za komórkami. Po jakimś czasie pojawił się ciągnąc za sobą jakiś ciężar. Podbiegliśmy zobaczyć co wykombinował.
Miał wycięty kawał trawnika, na metr prawie szeroki. Pomogliśmy mu zaciągnąć to w okolice domu.
Stasio wdrapał się na dach i z Marianem położyli ten kawał darni na kominie.
Nie dalej jak za dziesięć minut z domu wybiegli wszyscy domownicy wokół było pełno dymu, który przez zatkany komin wydostawał się drzwiami i oknami. Bronek tylko na nas popatrzył i zmierzył wzrokiem Staśka, który zamiast udawać ze nie wie o co chodzi zaczął uciekać.
Zawinęliśmy Andrzeja z piłką i poszliśmy grac. Po godzinie dotarł do nas Stasio, z rozwalonym kolanem i zakrwawionym nosem. Bronek go dopadł i zaciągnął do domu aby zdjął trawę z komina i za karę nanosił wody, węgla i drzewa.
- Warto było - cieszył się Stasiek kopiąc piłkę.
Tego dnia był dla nas bohaterem. Na jego świetne pomysły zawsze mogliśmy liczyć.
Praktycznie całą...
| « poprzednia | następna » |
|---|
Poprawiony (wtorek, 06 marca 2012 06:58)





